© 2016-2021 GłupioMĄDRA

Nie jestem fanką etykiet, a introwertyczka, bądź ekstrawertyczka to etykieta, ale ponieważ dziś jest ciekawe wyzwanie u @hackyourmorning na Instagramie, więc pomyślałam, że wezmę w nim udział. Dziewczyny bliższe introwertyzmowi piszą dzisiaj jak to jest być przez jeden dzień przebojową ekstrawertyczką. Ja podejdę do wyzwania inaczej, jako osoba bliższa ekstrawertyzmowi napiszę o tym jak wyobrażam sobie bycie introwertyczką przez jeden dzień. Zakładam, że to będzie przerysowane i bliższe temu jak sobie wyobrażam introwertyzm, a nie jak faktycznie jest, ale to zabawa, więc wezmę w tym udział z przymrużeniem oka. 

 

Gdybym była introwertyczką przez jeden dzień wiadomości pisane nie męczyłyby mnie, mogłabym się komunikować mailem i czatami do woli. I dzięki temu mogłabym się odnaleźć w pracy zdalnej i być w stanie tak pracować, a może nawet czerpać z tego radość. 

 

Gdybym była introwertyczką lockdown i pandemia nie byłyby dla mnie problemem, nie skończyłabym z depresją z powodu braku ludzi. Lepiej radziłabym sobie z izolacją.

 

Gdybym była introwertyczką nie zagadywałabym do ludzi i nie musiałabym się mierzyć z tym, że ludzie czasem nie chcą ze mną rozmawiać, lub czują się przytłoczeni moją osobowością i nie istniałby wewnętrzny ból z tego powodu. 

 

Gdybym była introwertyczką nie miałoby dla mnie znaczenia jak reagują na mnie ludzie, bo unikałabym kontaktu wzrokowego, siedziałabym w swoim wnętrzu i nawet nie zauważyłabym jak się zachowują inni ludzie w stosunku do mnie. Dzięki czemu bardziej byłabym skupiona na swoich potrzebach niż na potrzebach innych.

 

To chyba wystarczy moich wyobrażeń, a teraz na koniec dodam ekstrawertyczne wyjaśnienia. Wolę rozmawiać przez telefon lub na żywo niż komunikować się w formie pisemnej. Maile, chaty to dla mnie fizyczna śmierć. Po co pisać e-maile kilka dni skoro jedną rozmową mogę załatwić temat w minutę. Kocham ludzi i chcę żeby też kochali mnie. Jeśli ktoś nie chce ze mną rozmawiać to czuję się z tym źle, dlatego w zderzeniu z introwertykami dużo wysiłku kosztuje mnie akceptacja, że ktoś nie chce ze mną rozmawiać i oczekuje spokoju i ciszy. I pomimo tego, że jako team liderka dostosowuję w miarę możliwości przestrzeń w pracy i aktywności do introwertyków, to płacę tego koszt. Nie jest dla mnie naturalnym wyborem komunikacja pisana, albo brak komunikacji fizycznej czy telefonicznej. A już najgorszą sytuacją jest dla mnie, gdy coś mówię, a po drugiej stronie jest cisza. Ktoś nie reaguje, nie odpowiada. To jest jedno z najgorszych uczuć na świecie, bliskie odtrąceniu, poczuciu izolacji i ignorowania mnie. Bardzo przykre uczucia, które wywołują u mnie fizyczny ból. 

 

A już tak bardzo na serio na sam koniec. Każdy z nas ma w sobie spektrum introwertyzmu i ekstrawertyzmu, dlatego nie lubię nazywać się ekstrawertyczką, pomimo tego że jest mi bliżej do ekstrawertyzmu. Bo o ile generalnie kocham ludzi i na myśl o dużym spędzie serce mi radośnie podskakuje, to bywają momenty, że chcę być sama, potrzebuję się odizolować. I też bywam przebodźcowana. A nie lubię etykiet, bo kiedyś padłam ich ofiarą. Wmówiłam sobie introwertyzm i zaczęłam funkcjonować jak introwertyczka. I o mało od tego nie umarłam, bo sztucznie się izolowałam, choć tak naprawdę potrzebowałam czegoś zupełnie odwrotnego. Dlatego trzeba uważać na wszelkie etykiety i łatki. Każdy ekstrawertyk ma prawo zachować się introwertycznie i na odwrót. Chodzi o to by po prostu żyć w zgodzie ze sobą i swoimi potrzebami. Definiowanie człowieka, który jest złożonym bytem na podstawie tylko jednej wybranej cechy jest krzywdzące. Bo jeśli masz w sobie 50% ekstrawertyzmu i 50% introwertyzmu, to kim jesteś? 

Po prostu sobą. Wciąż sobą. I jedno słowo to za mało by Cię opisać.

 

 

 

 

Koniecznie przeczytaj jeszcze:

 

 

 

 

 

uśmiech dziewczyna radość festiwal kolorów
18 listopada 2021
Być introwertyczką jeden dzień

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie