Powiem Wam, że mam teraz dziwny czas. Taki moment, że cokolwiek bym nie zrobiła to życie przymusza mnie do zatrzymania się. Nawet jeśli nie jest to zgodne z moją wizją, to i tak się to dzieje. I chyba muszę przestać walczyć i dać się temu poprowadzić.

 

Nie pisałam o tym jeszcze, ale pod koniec zeszłego roku odeszłam z pracy i postanowiłam, że zrobię sobie wolne. Taką umyślną przerwę od pracy. Chciałam zadbać o zdrowie i zastanowić się czego chcę dalej od życia. Nie wymyśliłam tej przerwy żeby podróżować, zwiedzać świat. Powiem Wam, że nawet podczas tej przerwy zrozumiałam, że nie jestem typem podróżniczki. Oczywiście lubię wyjechać gdzieś od czasu do czasu, ale zupełnie nie odpowiadam obecnemu trendowi, aby wziąć przerwę od pracy i wyjechać na rok w daleką podróż. Lubię miejsce, w którym jestem. Dobrze się czuję w znanym mi otoczeniu z bliskimi mi ludźmi. W swoim otoczeniu mogę robić ciekawe rzeczy i nie mam potrzeby wyjeżdżać gdzieś daleko.

 

W związku z przemyśleniami z przerwy dziś chcę napisać o pożegnaniach, o zakończeniach. O czasie, w którym pewne rzeczy trzeba puścić, zanim zacznie się coś na nowo. Ja całą sobą czuję, że tak jest u mnie w tym momencie. To nie czas na początki, zaczynanie nowych inicjatyw. To czas na wyciągnięcie wniosków, pożegnanie tego co mi nie służy, aby przygotować grunt pod nowe rzeczy. I choć nie jest mi to na rękę, bo wymyśliłam już parę rzeczy, które chcę robić w przyszłości i pali mi się do działania, to wiem, że grunt nie jest jeszcze przygotowany pod nowe fundamenty.

 

Trudno jest się zatrzymać na dłuższy czas. Ja dookoła siebie słyszę, że to bez sensu, że powinnam pracować. Poza tym moja ambicja utrudnia mi taki stan rzeczy. Moja przerwa od pracy trwa już 3 miesiące i wiem (choć to trochę boli wewnętrznie), że to nie czas na powroty czy zaczynanie czegoś nowego, to czas na zakończenie. Na pożegnanie tego, co nie działało wcześniej w moim życiu.

 

Na początku pożegnałam pracę, które przestała mi służyć i w której przestałam się realizować. To była trudna decyzja, ale pomimo tego, że długo zwlekałam, trzeba było ją podjąć. Koszt wewnętrznego konfliktu, który płaciłam pracując tam wykańczał mnie, więc puściłam coś, co nie było już dla mnie.

 

Kolejne rzeczy, z którymi się żegnam to pewne przekonania o sobie, o relacjach z innymi, o tym co udało mi się osiągnąć. Ten czas przerwy to czas lekcji pokory wobec własnych możliwości i ograniczeń.

 

W czasie przerwy przede wszystkim dobitniej zrozumiałam, że chcę prowadzić szczęśliwe i spełnione życie. Nie mogę powielać złych schematów, ani w relacjach, ani w pracy. Nie mogę trzymać się rzeczy, które mi nie służą, więc z bólem serca podczas tej przerwy żegnam się ze wszystkim i wszystkimi, z którymi nie chcę już kontynuować swojej życiowej podróży. Ten czas jest pełen gorzkich wniosków, które trudno przegryźć. Czas, kiedy nie chcę się już oszukiwać, że coś jest w porządku, jeśli gdzieś w środku wiem, że to nie działa. To nie są łatwe decyzje, a uświadamianie sobie pewnych rzeczy boli.

 

Ale chcę o siebie zadbać - o swoje ciało, o swoje zdrowie psychiczne, o elementy mojego życia, na które mam wpływ. Napisałam na wstępie, że życie trochę przymusza mnie do zatrzymania się. Jakieś 2 tygodnie temu byłam bardzo zadowolona, bo wymyśliłam koncept na swój biznes. I szybko przeszłam w swój tryb pracusia, a tu nagle zatrułam się lekami. No i tryb pracusia przeszedł w niepamięć. Przez ponad tydzień straciłam parę kilo, nie mogłam jeść, no i w zasadzie głównie leżałam. Ten czas chorobowy, chcąc nie chcąc przymusił mnie do refleksji.

 

Po pierwsze, że nie mogę się poddawać w kwestii mojego zdrowia, nawet jeśli odbijam się o lekarskie ściany. Muszę znaleźć rozwiązanie na moje problemy zdrowotne, bo inaczej nic nie będę mogła zacząć na poważnie. Po drugie, osłabiony stan zdrowia uwidocznił mi, że niektóre relacje jeszcze bardziej ten stan osłabiają, więc w pewnym sensie zostałam zmuszona do pożegnania się z relacją, która mi nie służyła. A po trzecie, kiedy skierowałam się w tryb pracy, to zapomniałam o tzw. ‘bożym świecie’, a nie tak miało być. Chciałam prowadzić życie, w którym funkcjonuje praca, którą lubię, ale w której są również dobre relacje i ludzie. Muszę się strasznie pilnować żeby nie powielać starych schematów i nie popadać za bardzo w pracę. W przeszłości to wcale nie dawało mi spełnienia.

 

Powiem Wam, że nie wiem co będzie dalej. Ile ten czas pożegnań będzie trwał. Jedyne czego jestem pewna, że nie jest to czas na początki. Nie wiem, czy mieliście kiedyś coś takiego w życiu. Muszę przyznać, że to dziwne uczucie. I jest ono trudne dla mnie do wewnętrznego zaakceptowania. Jak tu się zatrzymać, jak tyle jest do zrobienia? Wszyscy biegną, a ja stoję w miejscu? Wierzę jednak, że to się przysłuży mojemu dalszemu życiu. Zaciskam zęby i żegnam rzeczy, które były ze mną długo i zadomowiły się w moim wnętrzu, ale już mi nie służą. To bolesne, ale żegnam się z nimi.

 

Czy mieliście taki okres w swoim życiu? A może teraz z czymś się żegnacie? Chętnie się dowiem czy pozwalacie sobie na takie okresy przestoju?

 

 

 

 

uśmiech dziewczyna radość festiwal kolorów
11 lutego 2019
Czas pożegnań

© 2016-2019 GłupioMĄDRA

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie