Mieliście może ostatnio dobry dzień? Ale taki naprawdę dobry. Taki, w którym działa się magia, wszystko układało się samo. Działy się pozytywne rzeczy, których nie zaplanowaliście, a jednak się wydarzyły i zrobiły Wam nie tylko dzień, a cały tydzień?

 

Ja wróciłam odmieniona z tygodnia jogi. Zrelaksowana, szczęśliwa, 5 lat młodsza i jak moja joginka powiedziała - z kolorami na twarzy. Jak mi było tęskno za taką mną. Ostatnio byłam zmartwiona, przemęczona zdrowotnymi bataliami i sama miałam tego dość. Zrobiłam coś dla siebie i tylko dla siebie i wyjechałam, a kiedy wróciłam jestem jak słoneczko, z energią, którą mogę dzielić się z innymi.

 

No i z taką energią zaczęłam pewien poniedziałek. Miałam wizytę u lekarza w luxmedzie, który jest obok centrum handlowo-usługowego. Po raz kolejny zrozumiałam, że trafiłam na świetnego lekarza, który mnie zdiagnozował i skutecznie leczy. Wyjaśnił mi jeszcze kilka zdrowotnych szczegółów, a ja byłam przepełniona wdzięcznością, że ten człowiek poprawił jakość mojego życia do takiego poziomu, że niedługo będzie lepiej niż było kiedykolwiek w moim życiu zdrowotnie. To była pierwsza szczęśliwa kropka tego dnia. Dziękuję Ci człowieku, że dałeś mi nadzieję na lepsze jutro!

 

Druga szczęśliwa kropka. Jeżdżę do tego Luxmedu dosyć często, ale dopiero wczoraj spostrzegłam, że obok jest salon fryzjerski. Od dawna planowałam podciąć włosy (prawie od roku nie dotknięte ręką fryzjerki) i pomyślałam, że raz się żyje, może na spontanie mnie przyjmą. Wchodzę i okazuje się, że Pani ma akurat 30 minut przerwy przed kolejną klientką i rachu ciachu mnie obcina. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie zaplanowałam wizyty u fryzjera, a była ona odpowiedzią na moje potrzeby, bo po pierwsze i tak mnie czekało podcięcie włosów, a po drugie wieczorem widziałam się z dziewczynami i układanie włosów miałam z głowy.

 

Z wizją powrotu do zdrowia, z podciętymi i ułożonymi włosami, z radością i lekkością w sercu zauważyłam, że w centrum handlowym jest też mój ulubiony sklep z ciuchami, a na szybie sklepowej informacja -70%. Przecierałam oczy i zastanawiałam się czy ten dzień może być lepszy?

 

Po chorobach, po covidowym lockdownie bardzo przytyłam i wiem, że nie zrzucę tego nawet w 2 miesiące, więc zaakceptowałam siebie w większym rozmiarze. Chcę wyglądać pięknie, a to oznacza zmianę garderoby, bo już nie mieszczę się w zdecydowaną większość moich ciuchów. Ostatnio szczególnie polowałam na sukienki, ale byłam podłamana, bo nic nie mogłam znaleźć od dłuższego czasu. A tego dnia nie planowałam zakupów, ale patrzę, mój ulubiony sklep, cały pusty, żadnych Klientów i zniżki do 70%, więc weszłam. I co? I znalazłam cudowną sukienkę! Kupiłam długą sukienkę, która przy moim wzroście (180 cm) była naprawdę długa. Panie ekspedientki mi powiedziały, że jeszcze nie widziały babeczki, u której ta sukienka nie szurałaby po ziemi. Mi za to trudno jest znaleźć sukienkę, która by mi sięgała chociaż do kostek. Więc zdarzył się zakupowy cud! No i ta sukienka to trzecia szczęśliwa kropka. Do wieczoru z dziewczynami brakowało mi tylko kreacji i niemalże znalazła się sama!

 

Do fryzury, do sukienki dodałam tylko lekki makijaż, wsiadłam do taksówki i pojechałam na spotkanie z przyjaciółką i jeszcze jedną znajomą. Byłyśmy w nowym dla nas miejscu, które okazało się mieć pyszne wino i dobre jedzenie :) I to czwarta szczęśliwa kropka, to było takie cudowne i szczere spotkanie, ile się ze sobą uśmiałyśmy. Po lockdownie, to jakby ktoś na nowo wlał w nas życie. Wyjście do ludzi, na drinka, powspominanie dawnych dobrych czasów. Ojejku, jak za tym tęskniłam.

 

I jest jeszcze piąta kropka. Tego dnia byłam z przyjaciółką w jednej knajpie coś zjeść, a potem poszłyśmy do drugiej knajpy (dokładnie metr dalej) spotkać się ze znajomą. Tam znów coś zjadłyśmy, wypiłyśmy wino, ale nie było tak fajnie jak w pierwszej miejscówce, bo ciągle czegoś brakowało w menu. Pani kelnerka powiedziała, że nie ma herbaty, bo latem nie podają ciepłych napojów… Kto nie podaje kawy i herbaty w restauracji?  Podjęłyśmy więc śmiałą decyzję i wróciłyśmy do pierwszej knajpy. I co się wydarzyło? Zostałam poproszona o nr telefonu od jednego mężczyzny, który bardzo się ucieszył, że wróciłyśmy do tej knajpy. To na pewno by się nie stało, gdybyśmy nie wróciły. I ja nie będę teraz oceniać co to za mężczyzna itd. ale to było bardzo miłe. Na pierwszym wyjściu po lockdownie, 2 miesiące po zakończeniu związku, to jak sytuacja, gdy jest się po 30tce i proszą Cię o dowód w sklepie, tylko lepsze;p

 

I jest jeszcze szósta kropka, ostatnia. Wracałam taksówką do domu i pierwszy raz po podróży dałam napiwek taksówkarzowi. Pan taksówkarz przeskakiwał stacje radiowe i jak zaczęłam sobie śpiewać to zatrzymał stację. Więc całą drogę śpiewałam, patrzyłam na gwiazdy przez okno taksówki i byłam po prostu szczęśliwa. To moje śpiewanie było raczej fałszowaniem i wyciem, dlatego Pan za to, że pozwolił mi na to i nie zmienił stacji radiowej żeby mnie uciszyć, dostał ode mnie napiwek:)

 

To był cudowny dzień, działy się magiczne rzeczy. Trzeba było tylko patrzeć otwartym sercem i oczami i nie bać się popłynąć z tą dobrą energią. 

 

Jak się dobrze ze sobą czujemy to dzieją się magiczne rzeczy. Ja się czułam piękna, beztroska, wypoczęta, otwarta na to co się wydarzy. I działa się magia.

 

Jak ten dzień poprawił mi humor! Takich życzę sobie jak najwięcej!

 

A jak Wy? Mieliście ostatnio taki dobry dzień?

 

 

 

 

uśmiech dziewczyna radość festiwal kolorów
19 sierpnia 2020
Gdy ma się dobry dzień

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie











© 2016-2020 GłupioMĄDRA