Skoro nie ma przypadków, to i nie przypadkiem umieszczam dzisiejszy wpis w Dniu Dziecka i choć zdecydowanie nie był to mój plan, to jakoś wszystko się ułożyło w spójną całość. Gdyby ktoś zapytał się Was dzisiaj, co to znaczy dorosłość, co byście odpowiedzieli? Ja mam gotową odpowiedź na to pytanie. Moja definicja brzmi: Dorosłość to stan, w którym na tyle rozumiemy swoje emocje, że wiemy kiedy dać im upust, a kiedy je kontrolować, potrafimy w tym obszarze komunikować się z innymi i budować świadome relacje w oparciu o swoje potrzeby. Grubo, prawda? :) No i ilu dorosłych mamy według tej definicji na świecie? Hehe To zostawię bez odpowiedzi, ale zatrzymam się chwilę przy emocjach, naszych potrzebach i ich samoświadomości. Co sprawia, że wiemy jakie emocje odczuwamy i rozumiemy swoje potrzeby?

 

Odpowiedź jest dla mnie jedna.

 

Autorefleksja.

 

To jest jeden z moich ulubionych tematów, a może nawet moja mocna strona. Dość dużo czasu poświęcam na analizę moich myśli i odczuć, lubię wiedzieć co się ze mną dzieje, rozumieć co mną kieruje. I specjalnie rezerwuję czas na takie przemyślenia.

 

W swoich tekstach często piszę o tym, aby zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad swoją życiową sytuacją. Jestem nieszczęśliwa w pracy? Dlaczego? Nie realizuję swoich potrzeb w związku? Dlaczego? Tak długo, jak nie poznasz przyczyny takiego stanu, tak długo nie wykonasz pierwszego kroku w kierunku zmiany na lepsze. Prawdopodobnie później czeka Cię sporo pracy emocjonalnej i być może podjęcie konkretnych działań, ale wszystko zaczyna się od autorefleksji.

 

 

Co to jest autorefleksja?

 

Tu podeprę się definicją z książki “Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców” Lindsay C. Gibson: “Autorefleksja to zdolność analizowania własnych, następujących w różnym czasie myśli, uczuć i zachowań”.

 

W tej definicji bardzo ważny jest aspekt czasu, to właśnie na jego osi malują się wydarzenia naszego życia. Na bazie tych z przeszłości wyciągamy wnioski na przyszłość. Jeśli ktoś żyje z chwili na chwilę, nie widząc przyczyno-skutkowości swoich działań jest jak dziecko, które zatrzymało się na pewnym etapie rozwoju emocjonalnego i przypadkowo dokonuje wyborów targane chwilowo odczuwanymi emocjami. Taka strategia buduje krótkowzroczny komfort, ale w rezultacie jest ucieczką od konfrontacji z rzeczywistością i unikaniem brania odpowiedzialności za swoje czyny. Czy taka strategia pomaga w budowaniu satysfakcjonujących relacji i szczęśliwego życia?

 

Według mnie nie. Dużo lepszą strategią jest autorefleksja. Uważność na to, co się z nami dzieje i jak otoczenie na nas reaguje i nas traktuje jest ważne. Może nam pomóc odnaleźć taki sposób życia, który pasuje do nas lepiej i jest bardziej uszczęśliwiający. 

 

Autorefleksja dotyczy wszystkich sytuacji i tych szczęśliwych i tych mniej wesołych. Jeśli zaczynam często płakać bez powodu, kiedy wybucham niekontrolowaną złością, to pochylam się nad tym i zastanawiam, co się ze mną dzieje, może te emocje są w porządku, a może dzieje się coś niepokojącego. I jeśli nie umiem dziś odpowiedzieć na pytanie dlaczego jestem zła lub smutna, to znaczy, że potrzebuję chwili na zastanowienie. Jeśli o mnie chodzi, to w takich sytuacjach często się izoluję, odcinam od ludzi. Wracam do kontaktu z otoczeniem dopiero wtedy, gdy poukładam sobie wszystko w głowie. Teraz jestem właśnie w trakcie takiej świadomej izolacji, odcięłam się od osób, które emocjonalnie zaburzają moją percepcję. Przy czym autorefleksja nie zawsze wymaga takiego wysiłku, czasem jest szybkim zjawiskiem, zwłaszcza w tych przyjemnych chwilach, gdy cieszymy się z jakiejś rozmowy bądź wyjazdu, wtedy szybko orientujemy się, że chcemy tego w naszym życiu więcej, choć warto pomyśleć chwilkę jakie potrzeby realizujemy tymi aktywnościami :) 

 

Zdolność do autorefleksji to element dojrzałości emocjonalnej. A tylko na pewnym poziomie tej dojrzałości można budować relacje odpowiadające naszym potrzebom. I tak, efekt autorefleksji może być nieprzyjemny. Wnioski mogą być niewygodne, bo okaże się, że to my jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie. Okaże się, że nie można zwalać winy na innych za to, jak nasze życie wygląda. Inni są odpowiedzialni za swoje czyny i ich konsekwencje. I tak, one mogą nas zranić, ale co z tym zrobimy dalej, czy i jakie wyznaczymy granice zależy już od nas.

 

Często słyszę, że za dużo myślę. Sama przywiązałam się nawet do tego stwierdzenia, ale dziś już się z nim nie zgadzam. Myślę tyle, ile jest potrzebne. Tyle, ile pozwoli mi zrozumieć, co się dzieje w moim wnętrzu. Niektóre pomniejsze przemyślenia dopiero po latach łączą się w jedną większą autorefleksję, ale wszystkie były mi potrzebne. Nie byłoby mnie dzisiaj w miejscu, w którym jestem, gdyby nie te przemyślenia. Jestem bliżej swojego ‘ja’, tego co lubię, kocham, bliżej swoich potrzeb, a dalej od zbytecznego cierpienia.

 

Jeśli nie poświęcamy czasu na autorefleksję, to często tkwimy w miejscu, które nam nie pasuje nie wiedząc nawet dlaczego. Czasem w tej diagnozie potrzebna jest pomoc, np. psychoterapia. I jeśli pozwalają Ci na to środki finansowe, to ja z całego serca polecam pójście na terapię lub nawet kilka konsultacji. Ja nie jestem mistrzynią w rozumieniu swoich potrzeb, a tym bardziej dbaniu o nie, dlatego sama uczęszczam na psychoterapię i spędzam sporo czasu na autorefleksji. Dlaczego poświęcam temu tyle energii i pieniędzy? Bo zaspokojenie potrzeb daje szczęście, a ja chcę być w życiu szczęśliwa. I w autorefleksji właśnie o te potrzeby chodzi, o ich zaspokajanie (oczywiście z poszanowaniem granic innych ludzi), o znalezienie tego, co nas wewnętrznie karmi, daje szczęście i sprawia, że naprawdę jesteśmy sobą.

 

Więc dziś w Dzień Dziecka namawiam Was do autorefleksji :) Jakie potrzeby swojego wewnętrznego dziecka moglibyście spełnić? Jakie najskrytsze potrzeby wymagają odkrycia i zaspokojenia? 

 

 

I jaka jest Wasza refleksja na temat poruszonej dziś autorefleksji? :) Jak zawsze czekam na komentarze :)

 

 

 

 

01 czerwca 2020
Jak odkryć i spełnić swoje najskrytsze potrzeby?

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie











© 2016-2020 GłupioMĄDRA