© 2016-2021 GłupioMĄDRA

Jakiś czas temu pisałam o przeklętym “powinnaś”, jak potrafi zniszczyć to co lubimy, jak potrafi nas zmuszać i wykańczać, jak odbiera nam wolność robienia rzeczy, których pragniemy. Obiecałam wtedy, że będzie kontynuacja tego tekstu i jest. Cieszę się, że wrzucam dzisiejszy tekst po dłuższym czasie od tamtego wpisu, bo sama potrzebuję przypominać sobie regularnie jak demoniczne jest słowo “powinnaś’. To słowo jest jak wszechogarniająca plaga, zbyt silna, zbyt rozpowszechniona, z mocą niszcząca pasje, kreatywność i radość z życia. W mojej ocenie jest to bardzo przemocowe słowo, ale niestety jest tak zakorzenione w naszych głowach kulturowo, że trudno je wyplenić. Dlatego postanowiłam się z Wami podzielić jak ja radzę sobie z tym przeklętym “powinnaś”.

 

Zacznijmy od tego, czy słowo “powinnaś” pojawia się jeszcze w mojej głowie?

 

Tak, bo zostałam tak wychowana, mam też stare nawyki myśleniowe. Ale wybaczam sobie, każde przeszłe i przyszłe “powinnaś”. Może jeszcze mi się do czegoś przydadzą, kto wie. Dziś przede wszystkim staram się być uważna na to słowo, gdy tylko pojawi się w mojej głowie. I jeśli Wy również chcecie pozbyć się tego słowa z Waszego słownika, to proponuję zacząć od uważności. W moim przypadku nie jest to takie trudne, bo za każdym wypowiedzianym w głowie czy na głos słowem “powinnam” w ciele pojawia się nieprzyjemne napięcie. Gdy wychwycę to napięcie, mówię sobie:

 

“Kasiu, czy Ty rzeczywiście powinnaś to zrobić? Jak się czujesz? Czy masz na to siłę? Czy jest coś innego, czego bardziej potrzebujesz w tym momencie?”

 

To jest bardzo ważne pytanie i żeby na nie odpowiedzieć trzeba się na chwilę zatrzymać i zastanowić. Ja sama uczę się swoich potrzeb i to nie jest tak, że w sekundę jestem w stanie udzielić odpowiedzi na to pytanie. Ale im częściej wykonuję to ćwiczenie tym częściej jestem bliżej siebie i swoich potrzeb i coraz łatwiej mi zadbać o siebie i nie terroryzować się powinnościami.

 

Odpowiedzi na przedstawione pytania są różne, ale najczęściej jednak odpowiedź brzmi: “Nie, nie powinnam”. I jak wsłucham się w siebie to okazuje się, że potrzebuję czegoś innego. Zdarza się też, że czegoś chcę i potrzebuję i wtedy (tylko wtedy) zmieniam słowo “powinnam” na “chcę”, gdy jestem świadoma i pewna, że tego potrzebuję. Czasem z tego dialogu wewnętrznego wychodzi, że dana aktywność jest dla mnie ważna i chcę ją zrobić, ale w danym momencie nie jest to dobry pomysł, bo coś innego jest bardziej potrzebne. I to jest ważny element do podkreślenia - nie odpuszczam tego na zawsze, odpuszczam to tylko w tym momencie i odpuszczam to z lekkością. Dlatego, że już sobie ufam. UFAM. Nie karmię się strachem, że jak teraz tego nie zrobię to się to nigdy nie wydarzy, nie każę się zmuszając się do czegoś. Ufam sobie. Jeśli coś jest dla mnie ważne to wiem, że to zrobię. Jeśli dziś nie mam siły, to zrobię to wtedy, gdy ta siła wróci. Ostatnio jestem szczególnie wyczulona na brak siły i potrzebę odpoczynku, którą w przeszłości zaniedbywałam a teraz staram się o nią dbać.

 

Dowiodłam sobie nieraz, że potrafię osiągać cele, potrafię sprawiać, że rzeczy się dzieją. Już nie muszę nic sobie udowadniać, a tym bardziej innym, ani działać kosztem siebie, a niestety to cholerne słowo “powinnaś” często nas do tego przymusza.

 

Mam nadzieję, że powoli zmierzam do miejsca, w którym mam siłę i odwagę być wyłącznie sobą. Tak to sobie wyobrażam, że jak jesteś sobą to już niczego nie musisz i niczego nie powinnaś. Jesteś wystarczająca taka jaka jesteś. Silna, słaba, zdrowa, chora, z nadprogramowymi kilogrami, z niedowagą, pewna siebie i niepewna, zagubiona i odnaleziona. Może już jestem w tym miejscu, czuję je. Wyobrażam sobie, że to miejsce jest jak dom. Dom, do którego wracam przedzierając się przez zaspy śnieżne, z dygocącym ciałem z zimna, z zamarzniętymi i zaczerwienionymi policzkami. Gdy tylko przekraczam próg domu uderza mnie ciepło palącego się w kominku ognia, wita mnie uśmiechem najbliższa memu sercu osoba, otula kocem i prowadzi do ognia. Siadam przy kominku, a ona przynosi mi aromatyczną rozgrzewającą herbatę i mocno przytula. Tak właśnie wyobrażam sobie dom bez powinności, dom pełen miłości do mnie samej, gdzie jestem sobą i to wystarczy. Cieszę się, że w końcu przekroczyłam próg tego domu. To była bardzo długa droga przez wiele zasp.

 

A Ty, jak radzisz sobie z powinnościami?

 

 

 

 

Koniecznie przeczytaj jeszcze:

 

 

 

 

 

 

uśmiech dziewczyna radość festiwal kolorów
23 lipca 2021
Jak radzić sobie z powinnościami?

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie