© 2016-2021 GłupioMĄDRA

Wiecie co się stało na wyjeździe jogowym, na którym byłam w zeszłym tygodniu? Weszłam do jaskini serca. To może nic nie mówić wielu osobom, ale za chwilkę wyjaśnię wszystko, również to jak ważne było to dla mnie doświadczenie.  Zacznijmy od początku. W piątek wróciłam z wyjazdu jogowego z Nieboskłonem. Rok temu opisywałam relację z zeszłorocznej edycji tego wyjazdu, na który pojechałam w ruinie zdrowotnej, fizycznej i psychicznej. Rok temu ten wyjazd postawił mnie na nogi. Pojechałam z bladymi ustami i sińcami pod oczami, a wróciłam z rumieńcami na twarzy i bananem od ucha do ucha.

 

W tym roku przyjechałam na wyjazd w stanie normalnym, nie w ruinie, aczkolwiek po wielu zmianach w swoim życiu. Uprzedzałam joginkę, że możliwe, że będę dużo płakać, wydawało mi się, że jak się wsłucham w swoje ciało, to wszystko co przeżyłam w ostatnich miesiącach się ze mnie wyleje, ale nie wylało się. Nie płakałam, no dobra tylko raz;p Po pierwszej porannej praktyce na plaży podreptałam na ubocze, usiadłam na schodkach budki ratowniczej i patrząc w morze trochę popłakałam. Ale to był jedyny raz i był związany z bieżącą sytuacją, a nie wydarzeniami ostatnich miesięcy. Czułam się dobrze, stabilnie i cieszę się, że taką siebie zauważyłam i poznałam.

 

Ale dziś szczególnie chcę opowiedzieć o jednej praktyce. Podczas ostatniej popołudniowej praktyki odbyła się joganidra. Wrzucam tu wyjaśnienie z wikipedii czym jest ten twór: “Joganidra (lub yoga nidra lub sen jogiczny) to stan świadomości pomiędzy przebudzeniem a snem, podobny do etapu „zasypiania”, zwykle wywoływany przez medytację z przewodnikiem.” W zeszłym roku też mieliśmy tę praktykę, ale w zeszłym roku ta praktyka doprowadziła mnie do białej gorączki, kompletnego przeciwieństwa relaksacji, nie było mowy o żadnym jogicznym śnie. I kiedy Alicja - joginka prowadziła nas przez przez medytację czułam tylko i wyłącznie frustrację i zastanawiałam się czy nie wstać i sobie pójść. Miałam ochotę czymś rzucać, a nie leżeć w spokoju na macie. Podczas prowadzonej medytacji miałyśmy też wejść do jaskini serca - jest to rodzaj wizualizacji, wyobrażenia. W zeszłym roku miałam tylko w głowie: “no ni ch...ja, nie wchodzę do żadnej jaskini serca”. Zrodził się we mnie gigantyczny gniew.  Dlatego w tym roku bałam się tego ćwiczenia, nauczona doświadczeniem uprzedziłam joginkę i grupę, że możliwe, że nie będę w stanie wykonać tego ćwiczenia. Joganidra to jedna z najtrudniejszych praktyk jogowych, dla mnie to przede wszystkim odpuszczanie kontroli, pełen relaks. Czyli całkowite moje przeciwieństwo - a przynajmniej w zeszłym roku. W tym roku pracuje nad odpuszczaniem kontroli. I w tym roku… weszłam do jaskini serca. Nie bałam się, nie było gniewu, nie było blokad, mogłam tam wejść na luzie. A wiecie jak wyglądała moja jaskinia serca? Była cała ze złota i przepełniona promieniami światła. Jak tylko przekroczyłam próg jaskini poczułam ciepło, które przenikało każdy atom mojego ciała. Światło było tak jasne, że aż mnie oślepiało. Poczułam wszechogarniające szczęście i czystą miłość. CZYSTĄ MIŁOŚĆ. Pełne, bogate i niewyczerpywalne źródło miłości, z którego mogłam czerpać. I teraz nie żartuję, napakowałam ile się da do plecaka i wyszłam z jaskini.

 

To wizualizacyjne ćwiczenie i to jak wyglądało w zeszłym roku i w tym dało mi do myślenia i uświadomiło, że bardzo dużo w sobie zmieniłam. Na koniec 2020 roku przeszłam załamanie nerwowe, dotknęłam dna i odbiłam się od niego. Zrozumiałam jak źle traktowałam samą siebie i wraz z nowym rokiem zaczęłam stawiać siebie i swoje potrzeby na pierwszym miejscu, zaczęłam traktować się z wyrozumiałością i miłością. Jak sobie myślę, że w zeszłym roku nie mogłam wejść do jaskini serca, a tam czekała na mnie czysta miłość, to aż trudno mi w to uwierzyć. Bo jak można żyć bez miłości?  Byłam odcięta od miłości, nie miałam do niej dostępu. Ale na szczęście to już przeszłość, mam już dostęp do najsilniejszej mocy na świecie, mam już dostęp do źródła i mam zamiar z niego korzystać.

 

Po raz kolejny jogowy wyjazd zmienił u mnie dużo. Tegoroczny uświadomił mi, że jestem na dobrej drodze. Jestem blisko swojego źródła i mam z czego czerpać.

 

Fotografia to zdjęcie własne, bez zezwolenia do rozpowszechniania.

 

 

A na koniec polecam:

 

Jogę w Nieboskłonie

i

Natalię (Dom letni Jastrząb) i jej troszczenie się o brzuszki na wyjeździe

 

 

 

 

Koniecznie przeczytaj jeszcze:

 

 

 

 

 

uśmiech dziewczyna radość festiwal kolorów
11 lipca 2021
Joganidra - relacjoprzemyślenia

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie