© 2016-2021 GłupioMĄDRA

Już nie jestem grzeczną dziewczynką, już nie jestem miła. Zrywam z Tobą i z Tobą i z Tobą. I nie interesuje mnie przeszłość, nie interesuje mnie czy były w niej dobre chwile z Tobą. Nie interesuje mnie jak się czujesz, gdy z Tobą zrywam. Palę mosty nie wahając się. Nie będziesz mieć żadnej drogi powrotnej do mnie, ani Ty, ani Ty, ani też Ty. 

 

Kim jesteś? 

 

Jesteś każdą osobą, która mnie krzywdziła, podcinała skrzydła, umniejszała mi i nie wspierała mnie. Jesteś moim ojcem, przyjaciółką, chłopakiem, a w końcu koleżanką czy znajomym. 

 

Dziwnie jest, gdy orientujesz się że Twoje życie było fikcją. Fikcją, w której 30 kilka lat próbujesz naprawić siebie. Dziwnie, bo gdy wierzysz, że to z Tobą jest coś nie tak, to słowa innych nabierają zadziwiającej mocy. To inni stają się ekspertami tego jak masz żyć, ubierać się, z kim się spotykać, kiedy oddychać a kiedy oddech wstrzymywać. A jeszcze dziwniejsze jest to, że gdy wierzysz, że jesteś złamana, że to z Tobą jest coś nie tak, to zawsze znajdziesz wytłumaczenie na to jak Cię ktoś krzywdzi, jak przekracza Twoje granice. 

 

Tylko przychodzi w końcu ten dzień, gdy budzisz się ze snu, w którym pudrowałaś wszystko na różowo, gdzie się dało. Gdzie inni mieli zawsze gorzej niż Ty i potrzebowali Twojej pomocy. Gdzie inni, gdy mieli zły humor mogli położyć się na Twoim ramieniu i obdarować Cię, przecież tylko przypadkowo, uszczypliwą uwagą. A dodatkowo na tym wszystkim był lukier i tortowe świeczki. Miałaś przypudrowane relacje. 

 

I nagle ten balon pęka. Ktoś Ci sprzedaje sierpowego, chociaż nie jesteś na ringu. Budzisz się ze snu, aby obudzić się w koszmarze. Nie ma już lukru, nie jest różowo. W Twoim świecie są psychopaci, narcyzi, wampiry energetyczne. I to ramię, na którym leżeli jest całe okaleczone, przez nich, i wyciekają z niego strugi krwi. Okazuje się, że to ich gorzej było Twoim najgorszym, bo wysysało z Ciebie życie. Bo ich było tak dużo, że dla Ciebie nie starczyło miejsca.

 

Każdy dzień zaraz po przebudzeniu jest gorszy, bo dociera do ciebie jaką krzywdę ktoś Ci zrobił. I to boli, wszystkie rany przykryte cukrową watą odsłaniają się. Nie wiesz, którą pierwszą zatamować. Zacząć od największej czy od najbardziej bolesnej? Którą się zająć? 

 

Ale gdy oswoisz się z bólem będziesz wiedzieć, od której rany zacząć i zaopiekujesz się tą, która woła do Ciebie najbardziej. Usłyszysz ją, bo już jesteś w rzeczywistości a nie fikcji. Potem zajmiesz się gojeniem następnej. I tak po kolei. Krok po kroku. Aż na nowo staniesz się całością, zabliźnioną, ale jednak całością. 

 

Gdy się budzisz z fikcji to boli, jest kurewsko ciężko, ale mogłaś się obudzić tylko dzięki temu, że poczułaś, że nic w sobie nie musisz naprawiać. Śmieszne, ale kiedy zrozumiałam że nic we mnie nie wymaga naprawy, to świat zewnętrzny okazał się cały do przebudowania.

 

I musieliście z niego zniknąć prawie wszyscy. Połowę z Was z mojego życia wyrzuciłam od razu. Jeszcze czeka mnie kilka pożegnań. A z każdym takim pożegnaniem inicjuje gojenie się ran. Moich ran nie Waszych, bo Wasze już mnie nie interesują. Rany się goją, gdy nie ma Was w moim życiu. Gdy słyszę własne myśli i własny głos, a gdy już go słyszę to wiem że jestem na dobrej drodze. I nieważne, że poparzyłam sobie trochę ręce, gdy podpalałam te wszystkie mosty zanim w tę drogę wyruszyłam.

 

 

 

 

 

Koniecznie przeczytaj jeszcze:

 

 

 

 

 

uśmiech dziewczyna radość festiwal kolorów
15 września 2021
Kiedy warto palić mosty?

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie