Słyszeliście o efekcie Sawyera? Jest to efekt opisany w książce o wewnętrznej motywacji “Drive”, Daniela Pinka. Efekt został zdefiniowany przez niego na podstawie inspiracji z książki Marka Twaina “Przygody Tomka Sawyera” i jest opisany zdaniem samego Twaina: “że pracą jest to, co ktoś musi robić, a przyjemnością to czego robić nie musi”*.

 

Tomek Sawyer, tytułowy bohater dostaje zlecenie od ciotki, aby zabielić płot. Jest to dla niego żmudna praca, do której jest całkowicie zniechęcony. Wpada jednak na pomysł, aby przedstawić swoje zajęcie w zupełnie innym świetle. Kolegom, którzy go mijają prezentuje bielenie płotu jako niesamowicie zajmującą i ważną rzecz, którą mogą zajmować się tylko wybrańcy. Tak skutecznie odgrywa swoje przedstawienie, że przekonuje nie jednego, a kilku kolegów do wyjątkowości swojego zadania i ci koledzy nie tylko malują płot kilkukrotnie, ale również dają mu w zamian fanty, aby tylko mieć możliwość zajęcia się czymś tak niesamowitym jak malowanie płotu.

 

Efekt Sawyera jest wykorzystywany do tego, aby pracę, czyli coś, co musimy robić, zamienić w przyjemność, a więc coś, co chcemy robić i do czego jesteśmy wewnętrznie zmotywowani. Daniel Pink pisze też o dwustronności definicji Efektu Sawyera: są to “praktyki, które albo mogą zmienić zabawę w pracę, albo pracę w zabawę”*. Aby zagłębić się w ten temat odsyłam Was do lektury jego książki ‘Drive’, którą polecam każdemu, kto chce lepiej zrozumieć jakimi prawami rządzi się wewnętrzna motywacja.

 

A ja skupię się dziś na zdaniu  Marka Twaina “że pracą jest to, co ktoś musi robić, a przyjemnością to czego robić nie musi”*. W tym kontekście myślę sporo o swoim blogu i samym w sobie pisaniu. Pisanie bloga to moje dodatkowe zajęcie, po etatowej pracy. Czy ta zabawa stała się już pracą? To by oznaczało, że przestałam odczuwać przyjemność z tego, co robię. Czemu ostatnio pisanie przychodzi mi tak ciężko? 

 

Ostatnimi czasy podchodziłam do zamieszczania wpisów na blogu, jak do czegoś, do czego jestem zmuszona. Muszę pisać, muszę zadbać o regularność. Muszę, powinnam. Bardzo dużo demotywujących wewnętrznie słów. Zamieniłam coś, co robiłam z własnej inicjatywy, za co nikt mi nie płacił w harówkę, do której ciężko mi było się zmotywować.

 

Założyłam ten blog, bo chciałam pomóc innym, podobnym do mnie, którzy z jednej strony kochają życie, a z drugiej ciągle gdzieś gonią w poszukiwaniu szczęścia, więc miałam i mam bardzo silny czynnik motywacyjny w postaci wyższego celu. Chcę maksymalizować szczęście, chcę mieć apetyt na życie i tym apetytem się dzielić lub pomagać innym w jego odnalezieniu. Więc czego mi brakuje? Gdzie zniknęła moja motywacja?

 

W związku z tym, że pisanie bloga ma w sobie 2 człony; “pisanie” i “bloga”, to oba mogą zostać poddane rozważaniu.  I o ile słowo blog jest dla mnie jasne i jego cel zdefiniowałam jak wyżej, o tyle, aby pisać bloga  trzeba przede wszystkim pisać i to właśnie w samym w sobie pisaniu odnalazłam problem.

 

Aby znaleźć odpowiedź na pytanie, gdzie zniknęła moja motywacja, przyszedł mi również z pomocą klub pisarski, do którego niedawno dołączyłam. Dowiedziałam się w nim, że w pisaniu chodzi o rozbudzenie w sobie iskierki, którą właśnie rozumiem jako wewnętrzną motywację. I to pięknie połączyło się w całość z tym, co przeczytałam w książce ‘Drive’.

 

Nie udawało mi się zadbać o regularność w pisaniu właśnie przez brak tej iskry. Nie z powodu braku dyscypliny, braku czasu. Tylko z braku poczucia, że to jest właśnie to, co chcę robić, co kocham. Jak coś się kocha, to się za tym tęskni. A u mnie właśnie ostatnio mało było tęsknoty za pisaniem. Czy brakowało mi przemyśleń, inspiracji do nowych tekstów? Nie, moja głowa jest pełna przemyśleń, nieustannie analizuje i przetwarza, co się dzieje wokół niej. To czego mi brakowało to iskry, pasji do pisania. I zastanawiam się dziś, czy ją w ogóle kiedyś miałam. 

 

Jak cofam się do swojego dzieciństwa, to przypominam sobie piątki z języka polskiego i polonistki chwalące moje wypracowania. Pamiętam jak w podstawówce napisałam opowiadanie, a za nastoletnich czasów wiersz. Nieustannie skrobię też coś w swoim pamiętniko-notatniku, więc pisanie mniej lub bardziej było ze mną zawsze, tylko nigdy nie udało mi się utrzymać regularności, nigdy nie widziałam tego jako coś ważnego, a jednak z jakiegoś powodu ciągle przewija się ono przez moje życie. Pisząc bloga, wiele wpisów mnie pochłaniało i to były przyjemne uczucia, ale za rzadko powtarzane. Nie wbiło mi się skutecznie do głowy, że pisanie jest przyjemne. Mam pisać nie po to by zdobyć nagrodę Nobla, ale dlatego, że sprawia mi to frajdę. Tego uczę się właśnie w klubie pisarskim.

 

Zaczynam więc więcej pisać. W notesie, w klubie, na komputerze. Bez wymagań, bez oczekiwań, dla frajdy. Zobaczymy, co się z tego urodzi. Chciałabym na nowo, wykorzystując efekt Sawyera, zamienić pisanie bloga z pracy w zabawę. Czy kiedyś tą zabawą było, już sama nie wiem, ale na pewno chcę, aby teraz nią było. Frajdą i działaniem, za którym tęsknię, a jednocześnie czynnością bez wygórowanych oczekiwań.

 

W Klubie Otwartej Szuflady, do którego dołączyłam, szybko do mnie dotarło, że dopóki nie rozpalę w sobie iskry do pisania to ciężko mi będzie tworzyć regularnie. Łatwiej się wraca do rzeczy, które się lubi, które są przyjemne. Dlatego, co robię? Piszę, piszę, piszę. Bez cenzury, bez krytyki, bez wymagań. Dla przyjemności. Zobaczę, gdzie mnie to doprowadzi.

 

A czy dla Ciebie jakaś pasja stała się pracą? Czy czujesz potrzebę, aby znów stała się przyjemnością?

 

 

 

 

Bibliografia:

*inspiracja i cytaty z książki Daniela H. Pinka, “Drive. Kompletnie nowe spojrzenie na motywację”, Studio Emka, Warszawa 2011,2012

 

Polecam:

-wystąpienie Daniela Pinka z serii TedTalk, jest to skrótowa wersja treści zawartych w książce “Drive” - link

 

 

 

 

02 maja 2020
O wewnętrznej motywacji

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie











© 2016-2020 GłupioMĄDRA