Ostatnio pisałam o tym, że warto korzystać z obecnego przymusowego siedzenia w domu. Nikt nam nie stoi nad głową, lista zadań do zrobienia jest mniejsza. Tylko korzystać z takiego spokoju. A jednak ten medal ma dwie strony i nie wszystko jest takie kolorowe jak się wydawało. Na początku byłam zachłyśnięta spokojem i nawet pewnego rodzaju wolnością, ze względu na mniejszą ilość zobowiązań podczas kwarantanny. Ale co innego, gdy taki stan jest krótkotrwały, a co innego, gdy trwa on odpowiednio długo. Mi mija już 5 tygodni siedzenia w domu. 

 

Pierwszy kryzys pojawił się po 3-ech tygodniach. Zaczęła się tęsknota za bliskimi. Za moimi bratankami, których oglądam już tylko na zdjęciach. Jeden z nich jest bobasem i po miesiącu niewidzenia to już zupełnie nowy człowieczek. Te 2 chłopaki rosną jak na drożdżach. Brakuje mi też przyjaciół. I tak, rozmawiam z nimi przez różne kanały, komunikatory. Ale to nie to samo, co zobaczyć te buźki z bliska. Nie to samo, co przytulić. Tęsknię za górami, i to tak, że czuję, że z każdym dniem powiększa mi się jakaś dziura w sercu. Tęsknię za dużą ilością ludzi. Mam kontakt z moim chłopakiem i jego rodziną, bo obecnie mieszkamy razem, ale to dla mnie za mało. Kocham ludzi i potrzebuję ich całą gromadkę wokół siebie.

 

Jeszcze do niedawna nie pamiętałam, co to znaczy tęsknota. Dziś tęsknię. I to bardzo. Zaczynam też lepiej rozumieć, co jest dla mnie najważniejsze.

 

Zwykłe posiedzenie w parku, obcowanie z naturą i ludźmi dziś nabiera innego znaczenia. Mała niedoceniana rzecz, na wyciągnięcie ręki. Kiedyś. Dziś ważna i niemożliwa. Cudownie obserwować zakochanych w parku, dzieciaki biegające z psami i biegaczy. Ach… biegaczy. I za bieganiem mi tęskno, choć nawet bez przymusu siedzenia w domu, z powodu choroby nie mogłabym biegać.

 

Wiem, że musimy być dzielni. I, że to tylko siedzenie w domu. Ale właśnie w tym domu jesteśmy bardziej wyeksponowani na nasze emocje. Nie ma wielu rozpraszaczy, nie ma tylu rzeczy, za którymi trzeba biec. Więc spotykamy się z tym, co siedzi w środku. Świat emocji wita nas z otwartymi rękami. Pytanie tylko, czy my jesteśmy gotowi te emocje przywitać?

 

Ostatnio czytam książkę “Rozmowa z górą” Rafała Fronia. W ten sposób radzę sobie z tęsknotą za górami. Autor pisze, że na wyprawy w góry trzeba iść z czystą głową, z pozałatwianymi sprawami. Jeśli nie rozwiążemy wszystkich rzeczy przed wyprawą, to one otulone zimowym snem obudzą się w trakcie drogi i będą nas nękać. W pewnym momencie wyprawy jest tylko droga i nasza głowa. Dziś trochę tak czuję się z kwarantanną. Jest tylko ona i ja. A niezałatwione sprawy pukają do drzwi mojej świadomości. 

 

Podczas kwarantanny mogą nas dotknąć bardzo trudne emocje. Może nas czekać zmierzenie się z samotnością, smutkiem, tęsknotą, lękami o przyszłość lub niespełnioną ambicją. I tak jak na wyprawie w góry, tak na drodze do jakiegokolwiek celu na kwarantannie, nie można się poddawać, a jednocześnie wiedzieć kiedy zawrócić. Co rozumiem przez zawrócenie? Postawienie siebie na pierwszym miejscu. Pozostawienie planów i docelowych osiągnięć. Nic na siłę, wszystko w swoim czasie. Niektóre szczyty zdobywa się za kolejnym podejściem, a obecne warunki pogodowe nie sprzyjają wielkim osiągnięciom. Może to czas by zbierać siły na moment, gdy kwarantannowe chmury opadną.

 

Po internecie krąży zdanie, że od naszych dziadków wymagano pójścia na wojnę, a od nas wymaga się tylko siedzenia w domu. I tak, zgadzam się, że jest to mniejsze wymaganie. A jednocześnie uważam, że mamy prawo czuć się źle i czasem ponarzekać. Od lat uczę się, że nie warto negować swoich emocji, że nie jest dobrze zakopywać je pod dywan. Może inni mieli gorzej, a może nie. Trzeba by było zapytać tych osób jak się czuły czy czują. Ludzkie życia trudno porównywać, za dużo zmiennych, za dużo czynników, które wpływają na ludzkie samopoczucie i życiowy stan. 

 

Podczas obecnej izolacji momentami jest mi smutno i ciężko. Tak wiem, można się kontaktować z innymi ludźmi, ale nie jest to to samo. Gdy moja przyjaciółka płacze, mogłabym ją przytulić. Teraz nie mogę. Mojego bratanka mogłabym podrzucić do góry i pobujać. Z drugim bratankiem ganiać się w berka. Teraz nie mogę.Tęskno mi, cholernie tęskno. Zarówno do bliskich, jak i do tych, których jeszcze nie poznałam, a mogłabym poznać przemierzając świat.

 

I tak, radzę sobie. Znajduję różnego typu zajęcia. W tym tygodniu dołączyłam do klubu pisarskiego. Staram się zajmować czas i myśli. Korzystam też ze zwolnionego tempa i odpuszczenia wielu rzeczy. Ten element izolacji mi służy i wciąż zgadzam się z tym, co napisałam w poprzednim poście. A jednocześnie czasem mi ciężko i czekam z utęsknieniem, aż będę mogła wyjść z domu. 

 

A na koniec, wirtualnie Was przytulam. Może ktoś też czuje się tak jak ja? Zazwyczaj staram się Wam coś doradzić tu na blogu, ale dziś chciałam się z Wami po ludzku podzielić tym, co czuję. Chyba po to też, aby pokazać, że dzielenie się emocjami jest ważne.

 

Hej! A jak Ty się dzisiaj czujesz?

 

 

 

 

18 kwietnia 2020
Pierwszy i nieostatni kryzys w domowej izolacji

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie











© 2016-2020 GłupioMĄDRA