Co daje joga codziennie przez 7 dni? Ratuje życie. Serio. Żeby udowodnić tę tezę opowiem Wam swoją historię. Wiem, to miała być relacja, a wyszła historia. Ale tak u mnie jest, jeśli chodzi o przygody z jogą, tam zawsze kryje się jakaś historia. Więc zapraszam Cię dziś do mojej opowieści.

 

 

Miesiące przed wyjazdem

 

Choruję, ciało nie chce wyzdrowieć. To trwa miesiące. Brakuje mi sił na walkę o zdrowie. Nie uprawiam żadnej aktywności fizycznej.

 

 

8 tygodni przed wyjazdem

 

Głównie leżę i walczę, na szczęście, już ze znanym mi wrogiem, czyli astmą i innymi pomniejszymi problemami zdrowotnymi. A tak naprawdę walczę ze swoim ciałem, nie mogąc zaakceptować swoich słabości. Dużo się złoszczę i płaczę. Jestem świeżo po rozstaniu, które rozłożyło mnie emocjonalnie na łopatki. Przeżywam kryzys jakiego dawno nie miałam.

 

“Czuł się tak, jakby między jego ciałem i świadomością zerwało się połączenie. Jego członki działały bez świadomych instrukcji, jakby był pasażerem, a nie kierowcą ciała, które miała opuścić.” - J.K. Rowling, Harry Potter i Insygnia Śmierci

 

 

6 tygodni przed wyjazdem

 

Alicja, joginka, z którą zaczęłam jogową przygodę, pisze do mnie, że organizuje tydzień jogowy nad morzem. Pierwsza moja myśl: “TAK! Tego właśnie potrzebuję.” Potem jednak przychodzą kolejne myśli, czy dam radę, że jestem osłabiona, że nie będę mogła wykonywać większości pozycji. Naprawdę się waham, choć w przeszłości nie zastanawiałabym się nawet 5 sekund. Stałam się niewolnikiem swojego ciała i przestałam wierzyć, że znów będę mogła żyć tak jak kiedyś. Pomimo wahań, decyduję się na wyjazd i powoli budzi się we mnie nadzieja, że coś się zmieni.

 

 

2 tygodnie przed wyjazdem

 

Zaczynam się wreszcie lepiej czuć, dobra diagnostyka i leki zaczynają działać. Wreszcie wracam do swojej energii życiowej. Zaczynam czuć, że dam radę na wyjeździe i coraz bardziej cieszę się z nadchodzącego tygodnia jogi.

 

 

1. Dzień wyjazdu

 

Zabieram 2 dziewczyny do samochodu i razem ruszamy na jogowy tydzień. Już coraz bardziej się uśmiecham, choć problemy ze szczęką i napięcia w stawie skroniowo-żuchwowym trochę mnie blokują. Moje towarzyszki podróży to super dziewczyny, więc upewniam się, że ten wyjazd to dobra decyzja.

 

 

3. Dzień i w zasadzie każdy inny też

 

Popadam w zachwyt nad posiłkami, które są dla nas przygotowywane. Natalia ze swoją mamą, 2 cudowne gospodynie, a w zasadzie kreatorki jedzenia, gotują tak, że chcę je zabrać do domu, aby gotowały mi do końca życia. Przygotowują wegetariańskie posiłki, a ja, pomimo tego, że na co dzień jem mięso, to teraz nawet do głowy mi nie przychodzi żeby zjeść coś mięsnego. Wszystko jest tak dobre i sycące. Moje ciało się cieszy, jeszcze nieśmiało, ale w środku już chichocze ze szczęścia.

 

 

4. Dzień wyjazdu

 

Kaszlę coraz mniej, uśmiecham się coraz szerzej. Nie robię wszystkich pozycji z jogi, ale to jest w porządku, zwłaszcza z Alicją, która prowadzi Nieboskłon. Z nią czuję się zaopiekowana, przy niej uczę się jak pracować z ciałem, a nie z nim walczyć. Ona i sama joga uczą mnie jak być dla siebie dobrą, jak szanować granice swojego ciała. Zaczynam rozumieć ile kłopotów narobiłam sobie w ciele, ile napięć, ile zamkniętego stresu. Ale co najważniejsze, uwalniam to - każdego dnia po trochu.

 

Przyjeżdża Krzysiek, chłopak Alicji, który widział mnie na początku wyjazdu, potem nas zostawił i wrócił. Mówi, że wyglądam zupełnie inaczej. Przyjeżdżając miałam sine usta, sińce pod oczami, a teraz nabrałam koloru na twarzy. Trochę obraziłam się za te sine usta, bo nie byłam świadoma, że wyglądałam tak źle. Ale najważniejsze, że już wyglądam dobrze, lepiej. Życie powoli we mnie wstępuje i to widać.

 

 

6. i 7.  Dzień wyjazdu

 

Teraz już wszyscy mówią, że szerzej się uśmiecham. Śpiewam od samego rana i nie potrafię tego powstrzymać. Śpiewam, raduję się i chłonę każdą chwilę tego wyjazdu. Jestem wdzięczna, że tu przyjechałam, że wróciłam z uwagą do ciała. Tylko tą właściwą uwagą, z troską o ciało, a nie z walką z nim. Wsłuchuję się w potrzeby swojego ciała. Wiem, że ono potrzebuje jeszcze trochę czasu na regenerację i nabranie sił, ale wiem też, że potrzebuje narzędzia, które mu w tym pomoże. I to jest właśnie joga.

 

"W najtańszych zakamarkach mojego ciała coś się poruszyło, wychynęło na powierzchnię i poleciało ku słońcu. Płuca nabrzmiały cudowną treścią tego krajobrazu: powietrza, gór, drzew, ludzi. To jest właśnie pełnia szczęścia, pomyślałam" -  Sylvia Plath, Szklany klosz

 

Joga pomaga mi się rozluźnić i usunąć napięcia z ciała. Przez moje choroby miałam długą przerwę, ale po jednym dniu wyjazdu przypomniałam sobie jak joga mi pomaga. A jeszcze 7 dni jogi z ukochaną joginką, na piasku, z widokiem na wschód i zachód słońca nad morzem? A w tle tylko szum morza i śpiew mew? Czy ktoś to mógł wymyślić lepiej?

 

Wracam do praktyki jogi, bo ona ratuje mi życie. Jestem też zdumiona efektem codziennej praktyki. W przeszłości to była u mnie raczej praktyka 2 razy w tygodniu, ale codzienna praktyka to jakiś wyższy poziom świadomości. Jeszcze jeden tydzień codziennej praktyki i mogłabym zrezygnować z fizjoterapeutów. Wow! Dziękuję Ci Alicjo, że napisałaś do mnie proponując ten wyjazd z Nieboskłonem. Wracam do siebie i swojej energii życiowej, której nie miałam od miesięcy. Dziękuję.

 

 

 

 

 

A na koniec polecam:

 

Jogę w Nieboskłonie

i

Natalię (Dom letni Jastrząb) jej zatroszczenie się o brzuszki na wyjeździe, a także miło i kreatywnie spędzony czas podczas intuicyjnego malowania (chcę jeszcze!)

 

 

 

 

05 sierpnia 2020
Relacja z tygodnia jogi z Nieboskłonem

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie











© 2016-2020 GłupioMĄDRA