Smucimy się kiedy odejdzie ktoś bliski. Smucimy się gdy zostawi nas partner, gdy stracimy pracę. Gdy nie wyjdzie nam to na czym nam zależało. A czasem po prostu dlatego, że mieliśmy gorszy dzień.

 

Nie wiem czy smucisz się często czy rzadko, ale jestem pewna, że to uczucie nie jest Ci obce.

 

Uważam, że na szczęście nie da się przejść przez życie bez tego uczucia. Smutek, nie mówię tu o depresji czy rozpaczy, ale o pewnym uczuciu zawodu lub braku, który przepełnia nas od środka, może być bardzo pomocny na drodze zrozumienia naszych prawdziwych potrzeb. Może być punktem wyjścia do wzbudzenia w sobie chęci do zmiany w kierunku lepszego.

 

Ale dziś nie o tym.

 

Dziś chciałam napisać o tym, jak bardzo smutek ma obecnie czarny PR i dlaczego moim zdaniem nie ma to sensu w kontekście bycia szczęśliwym.

 

Być może nadużywam słowa obecnie, może smutek miał już taki wizerunek w dawniejszych czasach. Natomiast ja żyję w obecnych czasach i widzę to, że prawie w ogóle nie okazujemy smutku, nie mówimy o prawdziwych uczuciach.  Zdarza się, że ktoś opowiada mi o smutku, ale z zupełnie nieadekwatnym przekazem emocjonalnym. Często mówimy o smutku, gdy uda nam się z nim sobie poradzić albo opowiadamy o nim jako narrator, a nie główny bohater, który ten smutek przeżył lub wciąż przeżywa.

 

Ja przez jakiś czas sama tak miałam. Wstydziłam się swojego smutku jakby to było coś naprawdę złego, a przecież nie jest. Smutek to jedna z najnaturalniejszych rzeczy w naszym życiu i nie ma co jej zaprzeczać, a tym bardziej wstydzić się. Jeśli odszedł od nas ktoś bliski to bardzo ważne jest żeby przez jakiś czas pozwolić sobie na ten smutek. On tak czy siak się pojawi. Pytanie tylko w jakim momencie i w jakiej formie. 

 

Pamiętam jak byłam nastolatką i zmarła moja babcia. Przez długi czas nie pozwalałam sobie na smutek i żałobę. Wymagałam od siebie jeszcze więcej, chodziłam na wszystkie zajęcia dodatkowe w szkole. Nie chciałam wziąć wolnych dni od szkoły. Jak ktoś się mnie zapytał czy wszystko było w porządku, odpowiadałam, że tak. Chowałam się w toalecie żeby popłakać od czasu do czasu, ale nie podzieliłam się z nikim swoimi troskami. Nie chciałam pokazać słabości, tego, że sobie z czymś nie radzę.

 

Jak teraz o tym myślę, to chciałabym żeby ta nastolatka podzieliła się wtedy z kimś tymi troskami. Nie wstydziła się smutku, bo tu nie ma nic do wstydzenia się. Po wielu latach swojego życia, wiem też, że dużo zdrowiej również dla naszego ciała jest pozwolenie sobie na smutek i dopuszczenie go do głosu od czasu do czasu.

 

 

Skąd się wzięło to, że wstydzimy się smutku?

 

Tu napiszę o swoim przekonaniu, które miałam kiedyś. Z jakiegoś powodu w mojej głowie wykreowało się przekonanie, że smutek to słabość, a słabości nie można okazywać, bo ktoś Cię zrani lub wykorzysta. Dziś kiedy pomyślę o tym przekonaniu to w głowie mam tylko jedno: Jest to kompletnie unieszczęśliwiające przekonanie!

 

Dlaczego takie przekonanie unieszczęśliwia?

 

  • Po pierwsze, o czym będę pisać nie raz - szczęście buduje się na prawdzie. Jeśli Ci smutno to czemu masz się uśmiechać? I nie mówię o tym żeby rozpłakać się przed komputerem siedząc w pracy, chociaż jeśli pracujesz w zespole, w którym jest otwartość i zaufanie, to istnieje szansa, że byłoby to akceptowalne zachowanie. Natomiast chodzi mi o to, że jeśli masz gorszy dzień to nie staraj się na siłę być duszą towarzystwa. Zamilknij na jakiś czas, wsłuchaj się w siebie i przestań udowadniać innym, że przepełnia Cię szczęście, jeśli to nie jest prawdą. Żyjąc w niezgodzie ze sobą robisz sobie krzywdę. Kiedy uśmiechasz się, a w rzeczywistości chce Ci się płakać lub uciec od wszystkiego to fundujesz sobie solidny konflikt wewnętrzny. Doprowadzasz do pogubienia emocjonalnego, a wtedy jest raczej gorzej, nie lepiej. Szybciej poradzisz sobie ze smutkiem i więcej z niego wyniesiesz, jak sobie na niego pozwolisz i go zaakceptujesz.

 

  • Po drugie, opisane wyżej przekonanie powoduje skupienie się na tym jak uniknąć tego żeby nas ktoś nie zranił, a nie na tym co zrobić by w życiu pojawili się dobrzy i wspierający ludzie. W tym przekonaniu jest pewnego rodzaju błąd logiczny. Obiektem koncentracji są w nim źli i niegodni zaufania ludzie oraz unikanie ich. A jak już zdarzyło mi się o tym napisać – masz to na czym koncentrujesz swoją uwagę.

 

Odkąd postanowiłam, że chcę być szczęśliwa i zdefiniowałam co daje mi szczęście okazało się, że są to m.in. bliskie relacje z ludźmi oparte na zaufaniu, w których mogę być sobą. A tego nie da się osiągnąć unikając obnażania swoich prawdziwych emocji i słabości.

 

 

Co może Ci przynieść podzielenie się swoim smutkiem?

 

Paradoksalnie, okazując słabość możesz się poczuć dużo silniejszy. Aby obnażyć swoją słabość przed innymi naprawdę trzeba mieć odwagę. Robiąc to ryzykujemy i wystawiamy się na ciosy. Nigdy nie wiemy jak ktoś zareaguje na to co mu prezentujemy. Może nas odtrącić, może nam powiedzieć, że jesteśmy nienormalni i że mamy się wziąć w garść (polecam unikać takich ludzi).

 

Ale z drugiej strony… możemy znaleźć kogoś kto okaże nam wsparcie i zrozumienie. A to jest właśnie rzecz, której potrzebujemy będąc smutnymi. To jest potrzeba, której spełnienie może sprawić, że poczujemy się lepiej. Potrzeba, która może zostać spełniona między innymi wtedy, gdy wokół siebie mamy odpowiednich ludzi.

 

Jeśli kogoś takiego znajdziemy, to satysfakcja z tej relacji, jej siły i bliskości może nam dać naprawdę dużo szczęścia i wewnętrznego spokoju. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że każdy z nas niezależnie od tego na jakim poziomie rozwoju duchowego i zawodowego jest, jak samowystarczalny jest, potrzebuje akceptacji siebie i swoich uczuć. A to właśnie mogą dać nam zdrowe, oparte na zaufaniu relacje. Spełnienie tej potrzeby pomaga łatwiej poradzić sobie ze smutkiem i daje ukojenie.

 

Na sam koniec podkreślę: Smutek to nic złego. Samoakceptacja tego uczucia i podzielenie się nim z innymi pomogą Ci odnaleźć dobrych ludzi, z którymi z kolei relacje umożliwią Ci bycie naprawdę szczęśliwym.

 

 

 

 

Koniecznie przeczytaj podobne wpisy:

 

 

 

 

 

01 czerwca 2016
Smutek to nic złego

© 2016-2019 GłupioMĄDRA

Informacje o nowych wpisach i słowo ode mnie